Tylko niektórzy uzdrowiciele, bioterapeuci i lekarze zdają sobie sprawę z tego jak ogromne znaczenie dla skuteczności ich zabiegów ma oddziaływanie na podświadomość ich pacjentów i klientów. Umiejętne posługiwanie się metodami hipnozy konwersacyjnej może otworzyć podświadomość klienta na przyjęcie zwiększonej dawki energii, natchnąć go optymizmem i nadzieją, która ma przecież ogromne znaczenie terapeutyczne. Efekt „placebo”, czyli obojętnego środka, który podawano, sugerując, że jest to niezwykle silne lekarstwo, wywoływał efekty terapeutyczny u 30% badanych. Jest to tylko jeden z przykładów siły działania ukrytej sugestii. Myślę, że zwiększenie skuteczności działania nawet o 30% jest czymś niezwykle pociągającym dla każdego terapeuty.
Ukryta hipnoza w pracy terapeutycznej jest potrzebna, ponieważ bardzo często pacjenci, którzy na świadomym poziomie chcą wyzdrowieć, na poziome podświadomym używają choroby, by zaspokoić jakieś swoje głębokie potrzeby, mają jakieś „korzyści wtórne”. To może być na przykład przyciąganie do siebie uwagi otoczenia, albo używanie swojej choroby jako środka nacisku na innych. „Zrób to co chcę i przestań mnie denerwować, przecież wiesz, że jestem chora na serce i każde zdenerwowanie może mnie zabić”. Z jednej strony chcą więc wyzdrowieć, a z drugiej stawiają terapii „opór” w podświadomości. Nie można tego rodzaju oporu pokonać wprost. Jeżeli bowiem wyjaśnimy pacjentowi jaki jest jego podświadomy mechanizm, który utrzymuje go w chorobie, najprawdopodobniej w ogóle nie zgodzi się z takim rozpoznaniem. Pokonywanie oporu wymaga bardzo umiejętnej komunikacji z podświadomością klienta, której jego świadomy umysł nie zauważy i nie będzie mógł sabotować.
Hipnoza konwersacyjna wykorzystywana jest w kontekstach nieterapeutycznych, na przykład w reklamie, marketingu, negocjacjach i handlu. Podświadomość klientów jest wtedy poddana perswazji, by kupić dany produkt lub usługę oraz wytworzyć rodzaj więzi, która sprawi, że będzie powracał jeszcze wiele razy, by dokonać transakcji oraz polecał firmę innym. Jeżeli klient na tym traci, bo produkt jest np. słaby, to mówimy o manipulacji. Jest ona bardzo skuteczna, ale ma tzw. „krótkie nogi”. Po jakimś czasie klient się zorientuje, że został zmanipulowany i więcej już nie wróci. Manipulacja pozwala zarobić dużo pieniędzy w krótkim czasie, ale nie pomaga w długofalowym działaniu. W przypadku, gdy produkt jest dobry, wartościowy, wszyscy są zadowoleni i nie mówimy o manipulacji lecz o zdolności wywierania wpływu. Działając z założeniem, że „obie strony wygrywają”, bo klient jest zadowolony, a sprzedawca zarobił swoje pieniądze, działamy w sposób etyczny.
W przypadku bioterapeutów i lekarzy intencją stojąca za korzystaniem z technik hipnotycznych jest zawsze dobro pacjenta, jego zdrowie i życie. Niektórzy nawet uważają, że korzystanie z technik hipnozy konwersacyjnej jest wręcz moralnym obowiązkiem, ponieważ najważniejsza jest skuteczność terapii, a terapeuta ma prawo radzić sobie z oporem świadomego umysłu klienta, dla jego własnego dobra. Dlatego też wiedza o najskuteczniejszych metodach ukrytej hipnozy znajduje coraz większą ilość zwolenników w środowisku terapeutycznym. Oczywiście podstawą siły oddziaływania jest utrzymanie go na podświadomym poziomie, dlatego też uczę moich klientów na kursach hipnozy konwersacyjnej, by nie ujawniali swoim klientom i pacjentom, że ukończyli tego rodzaju zajęcia, ponieważ pacjent natychmiast wewnętrznie się „usztywni i zablokuje”, co tak naprawdę, działa przeciwko niemu samemu. Dlatego wystawianie certyfikatów i dyplomów ukończenia kursu hipnozy konwersacyjnej na widok publiczny, w gabinecie, jest dość kiepskim pomysłem.
Hipnoza konwersacyjna była podstawą oddziaływania prawdziwego geniusza hipnozy klinicznej, Miltona H. Ericksona. Zanim wprowadził On swojego klienta w formalny trans, od pierwszej chwili kontaktu budował potencjał reakcji, stosując wiele technik hipnozy konwersacyjnej. Klient nie wiedział, że jego podświadomość jest „programowana” na odpowiednią reakcję, ale dzięki temu Erickson miał niezwykle dużą skuteczność. Jedną z jego technik było np. szerokie stosowanie tzw. presupozycji, czyli takie formułowanie komunikatów, by zawrzeć w nich ukryte założenia, przyjmowane przez podświadomość klienta. Mówił na przykład: „Zanim wejdziesz w trans, chciałbym żebyśmy trochę porozmawiali o tym, czym jest tak naprawdę hipnoza…”. W ten sposób, kierował uwagę klienta na pytanie „czym jest tak naprawdę hipnoza” , pozostawiając poza sferą dyskusji „fakt”, że klient wejdzie za chwilę w trans. Proces wchodzenia w trans klient musi uznać za oczywisty i w ogóle nie stawia mu oporu. Poza tym, używając słów „tak naprawdę”, Erickson poddał w wątpliwość, w bardzo delikatny sposób, wszystko to, co klient wiedział na temat hipnozy. To ułatwiało mu rozwianie wszelkich irracjonalnych obaw i wątpliwości, które ludzie zazwyczaj mają w związku z hipnozą.
Bioterapeuta może zastosować ten wzorzec lingwistyczny dokładnie w ten sam sposób: „zanim poczuje Pani, to szczególne uczucie przepływu energii, chciałbym żebyśmy porozmawiali o tym, czym tak naprawdę jest bioenergoterapia”. Tylko to jedno zdanie, przy założeniu, że zbudowaliśmy z klientem dobry rapport (kontakt na poziomie niewerbalnym” może wytworzyć w nim potencjał reakcji na podświadomym poziomie, który ułatwi mu „doświadczenie przepływu energii” i zwiększy skuteczność terapii.
To przykład tylko jednej z odmian prezupozycji, których w arsenale środków hipnozy konwersacyjnej jest kilka. Poza presupozycjami korzystamy w niej z kilkudziesięciu innych wzorców lingwistycznych oraz całej gamy technik niewerbalnych. To wszystko sprawia, że hipnoza konwersacyjna jest bardzo skutecznym narzędziem oddziaływania na klientów i pomagania im w osiąganiu ich celów, czy to będzie zdrowie, dobre relacje z innymi, czy osiąganie ich osobistych sukcesów. Świadomi tego bioterapeuci, uzdrowiciele i lekarze zaczynają korzystać z tych metod coraz powszechniej, zwiększając swoją skuteczność i powiększając rzesze zadowolonych z ich usług klientów i pacjentów, co w czasach silnej konkurencji może mieć dla nich duże znaczenie. Umiejętne stosowanie hipnozy konwersacyjnej jest niezauważalne, więc klienci nie wiedzą, czemu właśnie ten, a nie inny terapeuta, działa na nich tak doskonale. I tak, moim zdaniem, powinno być. Ericssonowi przypisuje się nawet powiedzenie „im klient mniej wie, co tak naprawdę się dzieje, tym lepiej dla niego samego”. Myślę, że miał rację.









